Dawno mnie nie było. Jakoś tak zeszło... Najpierw operacja, potem komplikacje i kolejny pobyt w szpitalu, potem dochodzenie do siebie i... ostatecznie kawał czasu wyrwany z życiorysu robótkowego - trzy miesiące poza własnym domem, a potem ogarnianie domu po trzymiesięcznym rządzeniu w nim męża.
Później odeszła Danusia i jakoś nie mogłam zabrać się do pisania...
Jednak od czasu do czasu nadal coś tworzę.
Dzisiaj pokażę dużego anioła z masy solnej.
Powstał jeszcze w czerwcu, wraz z drugim
i został oddany w prezencie imieninowym. Stąd nie mam za wiele zdjęć. Po prostu nie zdążyłam zrobić.
Dziękuję wszystkim, którzy w tym czasie tu zaglądali.
Szczególnie serdecznie witam nowe obserwatorki.
Mam nadzieję, że nie zniknę ponownie na tak długo.

































